-
Jan Kwapisz
Jak wygrać wybory w Rzymie

Wśród wielu kłopotów, z jakimi łączy się kampania wyborcza, ma ona jedną dobrą stronę: możesz bez niesławy, co poza tym okresem życia czynić nie uchodzi, kogo tylko chcesz przyjmować do grona przyjaciół

W 64 roku p.n.e. Marek Tulliusz Cyceron, wybitny mówca, ubiegał się o konsulat - najwyższy urząd w Rzymie. Republika rzymska chyliła się ku upadkowi. Powszechnymi metodami walki politycznej były przemoc, przekupstwa, manipulacje procedurami i ich jawne lekceważenie. Brat Marka Kwintus postanowił udowodnić, że kampania wyborcza może być tak nieskazitelna jak śnieżnobiała toga, przywdziewana w Rzymie na znak ubiegania się o urząd. Swoje metody prowadzenia walki przedwyborczej opisał w liście do brata.

Rzymianin w lśniąco białej todze dostojnie kroczy po bruku ruchliwej ulicy. Otacza go gromada mężczyzn różnego wieku i stanu. W oddali rozciągają się zabudowania Forum, centrum życia miasta. Przed pochodem rozstępują się zwykli przechodnie, żywo komentując odzianą na biało postać. Człowiek ów, choć dumnej postawy, ma najwyraźniej świetny humor. Z jego twarzy nie znika uśmiech. Mężczyzna co chwila przystaje i zagaduje różnych ludzi. Zwraca się do nich po imieniu (czasem podszeptuje je idący obok niewolnik), wypytuje o rodzinę i interesy. Dobry humor udziela się innym. Po krótkiej rozmowie wszyscy odchodzą zadowoleni, najwyraźniej zyskując nadzieję na przeprowadzenie ważnych dla siebie spraw.

Rzymianin w białej todze kandyduje na urząd konsula (może to być Marek Cyceron lub ktokolwiek inny, skłonny do korzystania z wskazówek zawartych w podręczniku Kwintusa). Cała scena jest fragmentem kampanii wyborczej. Ma tu znaczenie każde słowo i gest, a potencjalni wyborcy stają się obiektem manipulacji kandydata. Taki obraz można zrekonstruować na podstawie dziełka Kwintusa Cycerona.

W nagłówku pisma Kwintusa znajduje się konwencjonalna łacińska formuła rozpoczęcia listu: Kwintus swemu bratu Markowi przesyła pozdrowienia. Wyrafinowanie formalne dziełka i bogactwo zastosowanych środków retorycznych, niezwykłych w prywatnej korespondencji, świadczą jednak, że forma epistolograficzna to tylko pozór. Przypuszcza się dziś, że pismo było wkładem Kwintusa w kampanię wyborczą brata. Zawarte w poradniku wskazówki miały nie tyle służyć Markowi Cyceronowi, ile raczej ustawić go w korzystnym świetle. Jeśli był to list, to raczej list otwarty. Kto był jego rzeczywistym adresatem?

Najmniej przychylną Markowi częścią elektoratu byli nobilowie, czyli senatorska "grupa trzymająca władzę", by użyć nadużywanego ostatnio u nas określenia. Marek dopiero do niej aspirował (takie osoby nazywano, z lekką wzgardą, homo novus, a więc "człowiek nowy"). Nobilów, choć była to warstwa o zróżnicowanych poglądach, łączyła niechęć wobec "nowych". Potencjalnym czytelnikiem pisma Kwintusa był właśnie rzymski nobil (głównie z tej warstwy rekrutowali się kandydujący na najwyższe urzędy). Kwintus chciał przekonać nobilów, że Marek jest osobą godną wstąpienia do ich grona, a kampanię będzie prowadził uczciwie, wedle zasad przyjętych w republice.

Choć pismo Kwintusa było zawoalowaną broszurą polityczną, dla historyka pozostaje wspaniałym źródłem poznania zasad rządzących kampanią wyborczą u schyłku republiki. Marek Cyceron mógł wykorzystać wskazówki brata, podobnie jak inni kandydaci. Na marginesie doraźnych celów politycznych Kwintus, który uważał, że w okresie kilku miesięcy starania, by przedstawić się w korzystniejszym świetle, okazać się mogą bardziej skuteczne niż przyrodzone zdolności, sformułował uniwersalny plan prowadzenia kampanii wyborczej. Dzięki temu plastyczny obraz kampanii, naszkicowany na kartach dziełka, wydaje się rzeczywisty i wiarygodny.

Bez "przyjaciół' ani rusz

Spróbujmy rozszyfrować opisaną scenkę z kampanii wyborczej. Kim są ludzie, którzy idą za kandydatem, gotowi mu towarzyszyć na każdym kroku? Bogaci Rzymianie mieli pod swoją opieką tzw. klientów. Klient był, nazwijmy rzecz po imieniu, pasożytem, który w zamian za protekcję i wsparcie materialne był gotów co rano, zgodnie ze zwyczajem, bladym świtem zjawić się w domu patrona, by go przywitać, pozdrowić i zaoferować swe usługi. Czasem patron musiał przypomnieć klientom o ich obowiązkach. Gotowość do świadczenia usług zyskiwała wielką wartość w okresie kampanii wyborczej. Kandydat musiał się przecież pokazać. Starożytność nie znała środków masowego przekazu, trzeba więc było inaczej wyeksponować jego osobę. Najlepiej, by otaczał go na ulicy tłum zauszników. Należy się troszczyć - radzi Kwintus - aby codziennie ci towarzyszyli ludzie wszelkiego rodzaju, stanu i wieku. [...] Z samej wielkości orszaku będzie można snuć przypuszczenia o twoich przyszłych siłach i możliwościach. Orszak kandydata rekrutowano właśnie z klientów.

Zdarzało się jednak, że klient odwiedzał także dom współkandydata. Co począć z tym fantem? Kwintus rozpatruje nawet ta-kie marginalne sytuacje. Doradza wyrozumiałość w stosunku do nielojalnego klienta: zapewniaj go, że nigdy nie wątpiłeś w jego życzliwość (tu objawia się ważna cecha utworu Kwintusa: autor nigdy nie składa broni). I dorzuca sentencję: Kto bowiem przypuszcza, iż nie jest się z niego zadowolonym, żadną miarą nie może być przyjacielem (druga ważna cecha: Kwintus, pisarz z ambicjami, ubarwia dziełko sentencjami, które zapadają w pamięć).

Nieprzypadkowo klientów, nawet skłonnych do poszukiwania protekcji u politycznych rywali, nazywa Kwintus "przyjaciółmi". Na czas walki wyborczej trzeba było zmienić definicje niektórych haseł. Pojęcie przyjaźni w czasie kampanii wyborczej ma szerszy zasięg niż w innych sytuacjach życiowych - stwierdza Kwintus. - Każdego bowiem, kto okazuje ci jakąś życzliwość, kto cię poważa, kto częściej przychodzi do twojego domu, winieneś zaliczać do grona przyjaciół. Uśmiech budzi trzeźwa konkluzja: Wśród wielu kłopotów, z jakimi łączy się kampania wyborcza, ma ona jedną dobrą stronę: możesz bez niesławy, co poza tym okresem życia czynić nie uchodzi, kogo tylko chcesz przyjmować do grona przyjaciół (znów złota myśl, a zarazem przejaw pragmatyzmu Kwintusa).
Niech nie oburza nas fałszywa moralność Kwintusa. "Przyjaciel" to tylko termin techniczny, używany w zastępstwie słowa "klient". A klienta można pozyskać i wykorzystać do określonego celu. Za rzymskim kandydatem nie stały - jak dziś - rozbudowane struktury partyjne, do jego kampanii nie dokładało państwo. Cały wysiłek spoczywał na barkach jednej osoby. Nic dziwnego zatem, że kandydat wszelkimi środkami poszukiwał "przyjaciół" do przedwyborczej agitacji. Zjednuj ludzi - pisze Kwintus - staraj się, by w swoim otoczeniu zdobywali dla ciebie głosy, by w twoim niejako imieniu prowadzili kampanię wyborczą.

Kampania totalna

Klienci towarzyszący kandydatowi w orszaku to tylko część jego "sztabu wyborczego". Kwintus nawołuje do kampanii totalnej, zalecając pozyskanie ogromnej liczby "przyjaciół", stworzenie rozbudowanej siatki współpracujących z kandydatem klientów: nie pozwól, by pozostało jakieś municypium, jakaś kolonia, prefektura, jakieś w ogóle miejsce w Italii, w którym nie miałbyś dostatecznego oparcia. Aby spełnić ten postulat, trzeba dotrzeć do przeróżnych grup. Szczególne [...] znaczenie ma przyjaźń, gdy jest oparta na węzłach pokrewieństwa, powinowactwa, przynależności do tego samego stowarzyszenia. Należy zadbać o życzliwość obywateli z tej samej tribus, sąsiadów, klientów, wreszcie wyzwoleńców, a nawet niewolników: albowiem niemal wszystko, co przyczynia się do urobienia opinii publicznej, ma swoje źródło wśród najbliższego otoczenia.

Poza rodziną "przyjaciół" trzeba dobierać do różnych celów: dla okazałości - spośród ludzi znakomitych godnością i nazwiskiem [...], by mieć za sobą prawo - spośród urzędników. Przychylność nobilów jest niezbędna, aby ci, których rangę pragniesz osiągnąć, do których grona chcesz się dostać, sami uznali cię za godnego tego grona i tej rangi. Nie wolno zapomnieć o młodzieży, a właściwie młodzieży ze znakomitych rodów, ponieważ wiele ci oni przysporzą poważania.

Krąg "przyjaciół" będzie kompletny, gdy uzupełni się go o stowarzyszenia. Rzymianie, zwłaszcza ci z niższych warstw, chętnie się stowarzyszali w klubach o charakterze religijnym lub zawodowym, nie pozbawionych wpływów politycznych. Działalność podobnych stowarzyszeń w okresie kampanii znamy z murów w Pompejach. Znajdujemy tam afisze nakłaniające do głosu w lokalnych wyborach, sygnowane przez różne grupy zawodowe. To byli ludzie od "czarnej roboty".

"Przyjaciele" musieli być dobierani starannie. Jesteśmy daleko od demokracji - rzymski system wyborczy, w którym istniał cenzus majątkowy, promował wyższe warstwy (nobilów, ekwitów). Skoro ich głos miał największe znaczenie, do nich przede wszystkim musiała być skierowana kampania. Reszta, prosty lud, była podatna na wpływy. Wystarczyło zatem dotrzeć do "ludzi aktywnych", "występujących czynnie na Forum", którzy byli w stanie oddziaływać na swoich mniej samodzielnych sąsiadów i znajomych. Wszyscy "przyjaciele" reprezentowali kandydata, prowadząc agitację lub świadcząc za nim swoją pozycją i nienagannym charakterem.

Pogawędka z wyborcą

Kandydat idzie ulicą i nic nie mąci jego dobrego humoru. Machina kampanii toczy się pełną parą, wszędzie rozbrzmiewa imię człowieka w białej todze. Liczba "przyjaciół" gotowych zaangażować się w kampanię rośnie - do ich grona może dołączyć każdy, przy kim przystaje kandydat i z kim zamieni choćby dwa słowa. O czym rozmawiają? Trzy są drogi szczególnie prowadzące do pozyskania ludzkiej przychylności i głosów w wyborach - poucza ze znajomością tematu Kwintus - świadczenie przysług, budzenie nadziei oraz samorzutne i szczere przywiązanie.

Każda rozmowa powinna dotyczyć zdarzeń pozornie niewinnych, które łączyły lub mogą połączyć kandydata i potencjalnego "przyjaciela". Te związki, polegające na wzajemnym świadczeniu przysług, tworzą trwałe zobowiązania, będące podstawą więzi między patronem i klientem. Nieprzypadkowo w Rzymie świetną odskocznią do kariery politycznej była działalność na niwie prawniczej: w sądzie łatwo można było zdobyć przyjaciół, poczuwających się do spłaty długu wdzięczności w zamian za udaną obronę. W korzystnej sytuacji był Marek Cyceron, wówczas już uznany obrońca. To wszystko staraj się wykorzystać - doradza Kwintus bratu - przypominając [...] tym, którzy mają wobec ciebie zobowiązania, że nie będą mieli żadnej innej sposobności, by okazać ci swoją wdzięczność, tym zaś, którzy dopiero chcą sobie ciebie zobowiązać, że oto nadarza się im najlepsza do tego okazja.

Rozmowy kandydata na rzymskiej ulicy przebiegały więc w miłej atmosferze. Jeśli spotkał osobę potencjalnie użyteczną, zgodnie z radami Kwintusa utwierdzał ją w przekonaniu o "gotowości do niesienia pomocy". Wspominał też o jej ewentualnych zasługach, by było rzeczą oczywistą, że doskonale widzi i spostrzega, ile od kogo pochodzi.

Te pogawędki to w istocie czysty handel - przysługa za przysługę. Kwintus zwraca jednak uwagę na psychologię rozmowy; chodzi o to, by już przekonanych i tych, którzy przyłączyli się do nas z własnej wewnętrznej skłonności, dopieścić. By nie czuli się jak towar, ale jak równoprawni partnerzy: W tym nastawieniu trzeba ich umacniać, okazując im wdzięczność, dostosowując rozmowę do ich sposobu myślenia, do tego, co może mieć wpływ na stosunek uczuciowy każdego z nich do ciebie, odpłacając im równą życzliwością, budząc nadzieję, że ta przyjaźń przerodzić się może w poufałą zażyłość. I jeszcze: Bardzo ci potrzeba umiejętności schlebiania - pisze Kwintus, ponownie zaznaczając odmienność kampanii od innych sytuacji życiowych. - W normalnym życiu jest to godne nagany i przynosi ujmę, jednak w kampanii wyborczej konieczne. Mimo wszelkich pozorów interes pozostaje interesem. Nie ma miejsca na zbędne skrupuły.

Niezwykle istotne jest indywidualne podejście do każdego wyborcy. Kwintus, zalecając, by do wszystkich zwracać się po imieniu, przywiązuje do tego dużą wagę (o jednym z współkandydatów Marka pisze: Jakże Antoniusz przystąpić może do jednania sobie ludzi, jeżeli nie jest w stanie zwrócić się do nich po imieniu?). Nie wystarczy przebywać w Rzymie i na Forum, trzeba wytrwale zabiegać, często zwracać się do tych samych osób. Personalizacja stosunków ma największą wagę przy pozyskiwaniu "przyjaciół", ale nie jest też bez znaczenia przy zabieganiu o szersze kręgi wyborców.

Chleb, igrzyska, obietnice

"Przyjaciele" będą prowadzić kampanię wraz z kandydatem i, oczywiście, oddadzą na niego głos w wyborach. Stanowią jednak małą część elektoratu. Niezbędne jest także poparcie zwykłych ludzi, których Kwintus nazywa "tłumem" (multitudo), przemawiając językiem nobilów, dystansujących się wobec niższych warstw. Mimo tego dystansu Kwintus rozumie konieczność pozyskania przychylności tłumu i analizuje sposoby oddziaływania na niego. Bronią tłumu jest fama - wieść, plotka. W kampanii wyborczej fama nabiera szczególnego znaczenia: to nie zwykłe plotkarstwo, ale głos opinii publicznej. Należy zręcznie kształtować nastroje zwykłych ludzi na swoją korzyść, a przeciw współkandydatom, aby kampania rywalom przyniosła niesławę - wykazując, jeżeli tylko istnieje jakaś rzeczywista ku temu podstawa, zależnie od ich charakteru zbrodnie, rozpustę albo przekupstwa. Rzymian trzeba także olśnić. Zasady gry są proste: Staraj się [...], by cała kampania wyborcza była pełna blasku, okazała, świetna, miła ludowi, by odznaczała się wspaniałością i godnością.

Dlatego najważniejszym przymiotem w czasie kampanii jest szczodrość. Udział w wyborach mógł doprowadzić kandydata do ruiny, gdy, szafując majątkiem, popadł w długi. Wszystko równoważyła nadzieja profitów po zdobyciu urzędu. Hojność [...] ma szerokie pole - mówi Kwintus. - Przejawia się w sposobach użytkowania naszego majątku, co nie może wprawdzie bezpośrednio dotyczyć szerszego ogółu, spotyka się jednak z pochwałami przyjaciół i miłe jest ogółowi. Przejawia się też w ucztach wyprawianych zarówno przez ciebie samego, jak i przez twoich przyjaciół, i to dla grona tu i tam zaproszonych, jak i dla całych dzielnic. Wyprawianie uczt, obok urządzania igrzysk, było najlepszym sposobem zaskarbienia przychylności lubiących zbytek Rzymian.

Hojność nie wyraża się tylko w gotowości do posługiwania się kiesą bez dna. Znów odzywa się Kwintus, znawca charakterów: Staraj się, by dostęp do ciebie był łatwy we dnie i w nocy, by nie tylko bramy domu stały otworem, lecz także przystępne było spojrzenie i wyraz twarzy, które są niejako bramą duszy. Gdy cię o coś proszą - zgadzaj się (jeżeli czegoś nie możesz spełnić, odmów w sposób uprzejmy albo w ogóle nie odmawiaj). Przecież obietnica jest czymś niepewnym, odnosi się do przyszłości i do niewielu stosunkowo ludzi; natomiast odmowa zraża na pewno, zaraz, i to większą liczbę osób. Wszak wyborcy znają reguły gry: wszyscy są takiego usposobienia, iż wolą kłamstwo niż odmowę. I jeszcze myśl, będąca w cenie po dziś dzień: ludzie nie tylko chcą obietnic [...], lecz chcą, by wiele obiecywano. Ubiegający się o urząd staje się człowiekiem-instytucją, zawsze gotowym do usług. Nie można jednak wymagać, by ta instytucja była zbudowana na solidnych fundamentach: wystarcza, że sprawia taki pozór w czasie kampanii.

Hojność w pieniądzu i w słowach to najlepszy zabieg propagandowy. Rzymski wyborca oceniał kandydata po jego działaniach i postawie właśnie w czasie kampanii. Nie rozumował w kategoriach dobra państwa, ale myślał o własnej wymiernej korzyści. Na wybory patrzył jak na transakcję: kandydat powinien opłacić głos. Oczekiwania wyborcy były więc podobne jak klienta w stosunku do patrona. Jakikolwiek program polityczny był bez znaczenia. Kwintus załatwia sprawę jednym ogólnikiem (najwyraźniej na użytek nobilów, do których miało dotrzeć pismo): Szczególnie baczyć należy, by rzeczpospolita budować mogła na tobie wielkie nadzieje, by dobre o tobie miała mniemanie.

Co więcej, prezentacja programu byłaby ciężkim błędem politycznym: w okresie wyborczym nie powinieneś występować aktywnie ani w senacie, ani na zebraniach ludu. Kandydat powinien wszak zabiegać o wszystkich wyborców: nobilów konserwatywnych i postępowych, a także warstwy uboższe, mniej wpływowe. Odsłanianie poglądów przysporzyłoby mu wprawdzie przychylności jednych, ale zarazem wrogości pozostałych.

Cel uświęca środki

W świetle pisma Kwintusa rzymski kandydat jest, jakbyśmy to dziś powiedzieli, w pełni ukształtowanym produktem medialnym. Przede wszystkim powinien się dobrze sprzedać. Pod maską przystępności kryje się zimne wyrachowanie, więzy przyjaźni służą tylko przeprowadzaniu interesów, a wszelki rygoryzm moralny na czas kampanii odkłada się na bok. Toteż nic dziwnego, że nowożytni interpretatorzy zarzucali Kwintusowi Cyceronowi daleko posunięty cynizm, czyniąc z niego protoplastę Machiavellego. Tekst poradnika miał być w ich oczach po prostu kolejnym dowodem na zepsucie republiki.

Nie podzielam tych opinii. W brutalnej rzeczywistości I wieku p.n.e. podstawowymi metodami prowadzenia kampanii były jeśli nie akty przemocy rozmaitych bojówek, to przekupstwo - po prostu kupowanie głosów. Prawo nie było w stanie temu zapobiec. Kolejne senackie ustawy wymierzone w podejrzane praktyki wyborcze były zupełnie martwe - do tej legislacji wtrącił zresztą swoje trzy grosze Marek Cyceron. Tymczasem Kwintus nie tylko piętnuje niedozwolone środki (największą chyba wadą tego miasta jest to, iż wobec przekupstwa zapominać zwykło o wartości osobistej i godności), ale i daje wobec nich alternatywę.

Kwintus nie był tu oryginalny. Nie proponował rewolucji, ale powrót do zasad dawnej republiki. Choć jego głównym celem było wypromowanie brata, przy okazji pokazał, jak można prowadzić kampanię w granicach prawa. Jeśli nawet czasem otarł się o te granice (np. gdy wspominał o urządzaniu publicznych uczt, co pachniało przekupstwem - rok później dzięki Markowi Cyceronowi ustawowo zakazano takich praktyk), ani razu ich nie przekroczył. Jeśli posuwał się do zaleceń sprzecznych z etyką, tłumaczył to wyjątkowością kampanii wyborczej. O skuteczności poradnika przekonuje błyskotliwe zwycięstwo Marka Cycerona w wyborach w 64 roku p.n.e., choć to nie Marek słuchał porad brata, ale raczej odwrotnie - Kwintus opisał jego sposób prowadzenia polityki. Kwintus zasłużył na umieszczenie jego pisma na półce pośród klasyków myśli politycznej. Co to za miasto, rozważ, o co się ubiegasz, kim jesteś - znamienne słowa z początku dziełka, które kandydat niemal każdego dnia, zstępując na Forum, winien sobie powtarzać, pobrzmiewają w dalszych partiach. Tylko pełna świadomość własnej sytuacji, atutów i wad, które trzeba ukryć, może zapewnić kandydatowi sukces w wyborach. Racjonalna postawa zapobiegała też pokusie sięgnięcia po nielegalne środki. Pozostaje zadedykować tę myśl naszym obecnym politykom.