--
Wojciech Krzysztof Szalkiewicz
Polityczny dowcip
-
Interesującym elementem komunikacji politycznej jest szeroko rozumiany humor polityczny, na który składają się zarówno opowiadane na ulicy czy w salonach dowcipy, jak i audycje satyryczne, piosenki, artykuły w pismach rozrywkowych. Humor (od dowcipu po paszkwil polityczny) ma swoje trwałe miejsce w na scenie politycznej w każdym kraju i w każdej epoce.
Dowcip to broń polityczna mająca długą historię. Starożytne Chiny stały się kolebką, uprawianej przez opozycję, kontrpropagandy. Najczęściej stosowaną formą były popularne piosenki (kuplety) i przepowiednie zapowiadające upadek nie lubianych władców.
W czasach Oświecenia rozwinęły się satyra i polityczny pamflet jako metody dezawuowania konkurenta politycznego (na ogół niepopularnego władcy). Dobra satyra (a taką znamy przede wszystkim pod postacią fraszek i bajek biskupa I. Krasickiego) ilustrowała i ośmieszała wydarzenia lub osobowości polityczne, piętnując i wyszydzając wady. Pamflet z kolei najczęściej przybierał postać ilustracji. Przeważnie demaskował i krytykował określoną osobę czy instytucję polityczną.
Psychologia dowodzi, że śmiech ma działanie terapeutyczne - jest niezmiernie skutecznym panaceum na wszelkie sytuacje stresowe. Obśmiewanie czy wyśmianie problemu powoduje jego "zmniejszenie", trywializację, rozładowuje powstałe napięcia i niezadowolenie, łagodził poczucie bezsilności, pozwala oswoić to, co nowe i groźne.
Takie działanie śmiechu odnosi się zarówno do pojedynczych ludzi, jak i do całego społeczeństwa - wyborców. Satyra pozwala na wyrażenie przekonań, stanowi "wentyl bezpieczeństwa". Wyśmiewanie polityków, pomaga w sytuacji, gdy polityka wyborców stresuje i denerwuje.

Jak to się robi w Ameryce?

W Ameryce karykatura nie oszczędzała prezydentów ani kandydatów do tego urzędu. Jest też tak stara jak Stany Zjednoczone, stąd podobnie jak w przypadku innych "broni" marketingu politycznego, tak i w przypadku instrumentów, którymi rozśmieszają wyborców i obśmiewają przed nimi kontrkandydatów, ich arsenał jest w tym kraju najbogatszy.
Amerykańscy spece od marketingu politycznego nie mają też problemów z użyciem tej broni. Politycy sami dostarczają amunicji. Bohaterem dowcipów i karykatur był kiedyś prezydent R. Nixon w związku z aferą Watergate. Dowcipy na swój temat wymyślał R. Regan. Clinton dostarczał tematów do żartów dzięki "aferom rozporkowym". Dziś głównym bohaterem satyry politycznej jest G. Bush, który systematycznie dostarcza tematów swoim przeciwnikom i parodystom. Jego liczne gafy językowe zyskały nawet swoją nazwę - "buszyzmy".

Złote lata dowcipu politycznego w Polsce

Dowcip polityczny w naszym kraju święcił triumfy w PRL-u. Dzięki temu, jak żartował Jan Pietrzak, byliśmy "najweselszym barakiem w tym obozie"... państw socjalistycznych.
Satyra PRL-u w swej tematyce opierała się na prostym schemacie przeciwstawiania głupiej władzy mądremu społeczeństwu. Miejscem wymiany dowcipów była estrada, na której satyrycy puszczali w obieg te, które albo sami wymyślili, albo te, które dotarły do nich drogą pantoflową. Stad rozchodziły się po całej Polsce dzięki spotkaniom towarzyskim i rodzinnym.
Żart polityczny był wtedy instytucją wyższej użyteczności publicznej. Stanowił bowiem erzac prawdziwego życia politycznego. Charakteryzował się także wysoką jakością - aby zostać zaakceptowany przez publiczność, musiał celnie i dobrze opisywać rzeczywistość, a aby przejść przez urząd cenzury, musiał to robić to w sposób wyrafinowany.

Humor polityczny III RP

Brak cenzury znacznie obniżył loty satyry politycznej. Śmieszni stali się natomiast politycy, którzy swymi wystąpieniami i wypowiedziami niejednokrotnie przebijali zawodowych satyryków
Jednak, o ile III Rzeczpospolita przyniosła kres dowcipu politycznego w formie wypracowanej przez czterdzieści lat PRL-u, o tyle stworzyła możliwość wprowadzenia go do walki wyborczej.
Jeżeli nie ma innego sposobu na kontrkandydata zawsze można go ośmieszyć. Arsenał środków jest spory: począwszy od rozpuszczania plotek, domalowywania wąsów i okularów na plakatach, po rozpowszechnianie "kompromitujących" materiałów przez nieznanych sprawców, czy też różnego typu akcje (events).
Co ciekawe, w Polsce po 1989 r. łatwiej jest stroić sobie żarty z prawicy. Dlaczego? Wyjaśniał to kiedyś satyryk Marek Groński:- Naczelną zasadą prawicy jest hasło: nie szargać świętości. Skoro, więc wszystko jest święte i obraca się w kręgu tematów martyrologicznych, to można stworzyć tylko teatrzyk martyrologiczny.
Jednak to właśnie prawica jako pierwsza pokazała, w jaki można próbować dezawuować przeciwnika z humorem. Prekursorem tego typu działań w skali makro była Liga Republikańska atakująca w czasie kampanii prezydenckiej 2000 roku Aleksandra Kwaśniewskiego, za pomocą postera przedstawiającego wizerunek urzędującego prezydenta jako wampira i zatytułowany "Kvasula. The Red Vampire".

Cała nadzieja w ptasiej grypie!

Według socjologów w 2005 roku - po raz pierwszy od dłuższego czasu - Polacy poczuli wagę opowiadanych dowcipów mając wrażenie, że w ten sposób coś zmieniają. "Powstrzymać atak klonów" - apelowali zwolennicy Tuska. "Wokół szamba słychać plusk, to kampanię zaczął Tusk" - replikowali zwolennicy Kaczyńskiego. Liberałowie zaczęli wykorzystywać słowa zaczynające się na "pis-". "Pisuary" z kolei rozszyfrowały skrót partii "tuskmenów" PO jako Paradę Oszustów.
Skąd wziął się renesans politycznego humoru? Przyczyn jest kilka.
Nie da się ukryć, że poglądy wypowiadane przez braci Kaczyńskich mają zagorzałych oponentów, którzy w sytuacji wzrostu ich notowań w opinii publicznej, zaczęli z dowcipem straszyć społeczeństwo. Za sprawą posłanki SLD Joanny Senyszyn pojawiło się "widmo kaczyzmu".
W obiegowym dowcipie: Nowa Polska miała zmienić nazwę na IV Rzeczypospolitą Obojga Kaczorów, orła w godle zastąpić dwugłowy kaczor, Mazurka Dąbrowskiego - "Kaczuszki", a drugim urzędowym językiem miałoby być kwakanie.
Bracia Kaczyńscy są z resztą wymarzonym tematem do żartów: jest ich dwóch i obaj są aktywni w polityce ("Gdyby kaczory były trojaczkami, to jeden startowałby na prymasa"), jako dzieci "Ukradli księżyc" (dialogi z tego filmu weszły do kanonu cytatów: - Ty, jakby nam się udało, ale byśmy byli bogaci!, - No i nie musielibyśmy nic robić, - I tak nic nie robimy, - No tak, ale wtedy w ogóle nic byśmy nie robili!), są wzrostu raczej niskiego ("Po co Kaczyńskim Dorn? - Ktoś musi sięgać do klamki w Pałacu Prezydenckim!") i mają wdzięczne do dowcipów nazwisko.

Warto zaznaczyć, że w pierwszym okresie kampanii wyborczej 2005 roku, kiedy liderem sondaży opinii przedwyborczych był Cimoszewicz, "kacze" dowcipy łączyły Lech i Jarosława Kaczyńskich z Donaldem Tuskiem, a pojęcie kaczyzmu łączyło PO i PiS jako przyszłych koalicjantów mających rządzić Polską. Żarty dotyczące tej trójki opierały się przede wszystkim na wykorzystaniu postaci znanej z disneyowskich kreskówek - Kaczora Donalda. (Pamiętajcie, że przed Kaczorem Donaldem powstała Myszka Mike).
Z czasem, kaczyzmowi zaczęto jednak przeciwstawiać tuskizm, a nowy rozdział w historii "kaczych" dowcipów rozpoczął się w dniu ogłoszenia wyników wyborów prezydenckich.

Na swoje "nieszczęście" na szczyt polskiej polityki Kaczyńscy wspięli się w dobie rozkwitu Internetu. Dlatego też już w dniu wyborów skrzynki mailowe zaczęły się zapełniać zdjęciami, fotomontażami, rysunkami i dowcipami dotyczącymi nowego Prezydenta i zapowiadanej przez PiS IV Rzeczypospolitej. Żarty stały się rodzajem katharsis, oczyszczenia, reakcji na frustrację spowodowaną wynikami wyborów. "Sprzedawanie" dowcipów o Kaczyńskich było w dobrym tonie, a przyznawanie się do oddania głosu na PiS czy prezydenta było zdecydowanie passe (Rest in PiS; Męcz się, panie, w Kaczystanie).
- Satyra jest dziedziną, w której wyjątkowo łatwo przekroczyć granice dobrego smaku. Takich praktyk, kogo by one nie dotyczyły, nie pochwalam - mówi Prezydent RP Lech Kaczyński.

Skuteczność walki na dowcipy

Z polityka można się śmiać, ale polityk nie może być śmieszny, bo wyborcy nigdy nie oddadzą głosu na takiego kandydata. Dlatego humor jako narzędzie marketingu służy przede wszystkim wyszydzeniu kontrkandydatów, a tym samym pozbawieniu ich szacunku wyborców. Dlatego dobry (i skuteczny) żart polityczny powinien przede wszystkim pokazywać jego wady i potknięcia, wyolbrzymiać popełnione przez niego błędy, nawiązywać do „wpadek” z przeszłości, by w ten sposób wywołać u odbiorców uczucie dezaprobaty.
Jednak polityka trudno jest "wykończyć" samym śmiechem, jeżeli tylko coś sobą reprezentuje i potrafi śmiać się samego siebie.
Dlatego przeciwnicy polityczni muszą obchodzić się z tą bronią ostrożnie. Ludzie bardzo różnie definiują "dobry humor". Jeśli przesadzimy z atakiem, może zadziałać syndrom ofiary, podobny do tego jak to miało miejsce w przypadku negatywnej kampanii sztabu wyborczego M. Krzaklewskiego, który w roku 2000 wyemitował filmy pokazujące "ucałowanie ziemi Kaliskiej" oraz nietrzeźwe zachowanie prezydenta w Charkowie. Wyborcy uznali te ataki za "mało śmieszne" i niedopuszczalne, chociaż naśladowanie zachowań Papieża przez Marka Siwca rozbawiło zaledwie sześć procent obywateli.
Krzaklewskiemu zaszkodziły telewizyjne spoty, a Kwaśniewskiemu nie zaszkodziło nawet "kłamstwo prezydenckie - magister Kwaśniewski". Podobnie ośmieszany wielokrotnie Bush został ponownie wybrany na prezydenta USA, a Schwarzenegger jest gubernatorem Kalifornii.

Wojciech Krzysztof Szalkiewicz
Olsztyn, 21.07.06 r.