-

--
Piotr Śmiłowski
Meritum do lamusa
-
Od 1989 roku z kampanii na kampanię partie coraz bardziej upodabniały się do siebie. I gorszy pieniądz wypierał lepszy.
-
Gdy 7 września 2007 r. sztabowcy poszczególnych partii zaczęli się zastanawiać, jak zorganizować rozpoczynającą się właśnie kampanię, musieli sięgnąć do doświadczeń z poprzednich wyborczych wyścigów. Bo przecież niemal wszystkimi chwytami użytymi w kampanii Anno Domini 2007 już kiedyś epatowano wyborców. Czy sztabowcom udało się wyciągnąć z  przeszłości  odpowiednie  wnioski? Niektórym - tak.
Cofnijmy się o 10 lat i przypomnijmy sobie, jaką kampanię prowadziło przed wyborami 1997 roku kierowane przez Waldemara Pawlaka Polskie Stronnictwo Ludowe. Awanturnictwo, zgłaszanie wniosków o wotum nieufności przeciw szefowi współtworzonego przez siebie rządu. W efekcie po wyborach PSL zamiast ponad 130 posłów miało ich zaledwie dwudziestu kilku, a Waldemar Pawlak musiał na kilka lat pożegnać się z fotelem prezesa partii. Tym razem lider ludowców zupełnie inaczej budował swój wizerunek, przedstawiając siebie jako uosobienie spokoju i stabilności w rozemocjonowanej polskiej polityce. I dobrze na tym wyszedł.
Sztabowcy nie powinni jednak wyciągać zbyt prostych wniosków. Czasem bowiem opłacało się pozorne powtarzanie kampanijnych błędów. Wiele osób jeszcze dziś pamięta prowadzącego w 1993 roku audycje wyborcze Porozumienia Centrum Jacka Kurskiego, który „demaskował" Jana Lityńskiego z UD, rzekomo dwukrotnie oddającego głos w Sejmie. Sprawa zelektryzowała kampanię, ale PC nie pomogła - partia Kaczyńskich nie dostała się do Sejmu.
Jacek Kurski podobny manewr zastosował w 2005 roku. Jego wystąpienie, że dziadek Donalda Tuska służył na ochotnika w Wehrmachcie, wstrząsnęło sceną polityczną. Choć nie była to prawda - tak jak podwójne głosowanie Lityńskiego - akcja dała Lechowi Kaczyńskiemu prezydenturę.
Bardziej osadzone w rzeczywistości haki były wykorzystywane w kampaniach od początku wolnych wyborów. Z upływem lat je udoskonalano. Z dzisiejszej perspektywy czarna teczka Stanisława Tymińskiego z 1990 roku, w której miały być materiały kompromitujące Lecha Wałęsę, wydaje się niewinną igraszką. Jużw2000 r. Aleksander Kwaśniewski musiał potykać się z własnym procesem lustracyjnym i słynnymi taśmami kaliskimi, na których Marek Siwieć parodiował Papieża,
Nie mniej ważne od haków było przyprawianie gęby przeciwnikom i budowanie własnego wizerunku za pomocą socjotechnicznych chwytów. W 1993 r. rywale skutecznie zaszkodzili KLD, przylepiając im łatkę liberałów-aferałów. W 1997 roku ugrupowania prawicowe skorzystały z żywej jeszcze legendy Solidarności i pod skrzydłami związku wystartowały jako AWS. W 2001 r. dobry pomysł wizerunkowy miała w tamtej kampanii Samoobrona - po raz pierwszy użyła biało-czerwonych krawatów. PiS z kolei udało się w 2005 r. zbudować alternatywę: „Polska liberalna PO" kontra „Polska solidarna PiS". Słynne spoty ze znikającym z lodówki jedzeniem i przewracającym się pluszakiem były jednym z powodów zwycięstwa partii braci Kaczyńskich.
Analiza wszystkich kampanii z dzisiejszej perspektywy pokazuje dwie prawidłowości. Po pierwsze - koncentracja na efekcie i wrażeniu, a nie przekazie merytorycznym. W 1991 czy 1993 roku Unia Demokratyczna w swoich spotach zawile tłumaczyła pomysły programowe. Dziś byłoby to nie do pomyślenia. Liczy się oligarcha dający łapówkę i podchwycone przez język ulicy słowa: „mordo ty moja".
Poza tym z kampanii na kampanię partie coraz bardziej starały się akcentować te elementy programów, które mogą się podobać wszystkim, a chować potencjalnie mniej popularne. Najnowszy przykład to wyparcie się przez PO pomysłów na prywatyzację służby zdrowia. Tymczasem jeszcze w 1997 roku Unia Wolności mocno akcentowała program liberalny i opierała się na wizerunku lidera - Leszka Balcerowicza. Mimo że z góry było wiadomo, iż części wyborców to się nie spodoba. Ta tendencja ciągnie wszystkie ugrupowania ku populizmowi - jego istotą jest bowiem głoszenie takich poglądów, jakich aktualnie oczekują wyborcy. Czyżby ceną za zmarginalizowanie populistów z LPR i Samoobrony była prymitywizacja języka pozostałych partii? I drugie pytanie - kto ją ostatecznie zapłaci?