--
Stanisław Weliński
Zostań posłem! (cześć 2)
Liczby mówią wszystko
-
Podjęcie decyzji o starcie w parlamentarnym wyścigu przypomina otwarcie puszki Pandory. Pojawia się bowiem cała masa pytań: jak? za co? i gdzie? Najważniejsze jest jednak określenie grupy potencjalnych wyborców.
-
Okręg wyborczy, w którym będziemy ubiegać się o mandat, musimy wybrać zaraz po decyzji o rozpoczęciu parlamentarnej kariery. Trzeba tu dokładnie rozpatrzyć wszystkie za i przeciw. Źle wybrany okręg wyborczy to nic innego, jak dobrowolne wejście na minę. Wprawdzie na tej minie przez wiele tygodni, a czasami nawet miesięcy, będzie dość wygodnie, ale tuż przed elekcją okaże się, że mamy zerowe szanse na zwycięstwo, i marzenia o fotelu posła trzeba odłożyć na kilka lat.
Dobrze wybrany okręg zapewnia zgoła odmienną sytuację. Człowiek praktycznie nieznany kilka tygodni przed wyborami okazuje się "swoim chłopem”, na dodatek media darzą go sympatią, a jakby tego było mało, kampania nie pochłonęła ogromnych środków.
-
Wielu sądzi, że naturalnym miejscem startu jest teren, na którym mieszkamy. Po pierwsze dlatego, że doskonale się wie, co ludzi denerwuje, jakie mają poglądy, z czego żyją i w jakim są wieku. Po drugie tu mamy krąg przyjaciół i grupę osób, dla których jesteśmy rozpoznawalni, co daje zaliczkę na przyzwoity wynik wyborczy. Po trzecie prowadzenie kampanii na miejscu jest zwykle tańsze. Odpadają koszty dojazdów, noclegów, łatwiej też zdobyć niezbędne środki.
-
To wszystko prawda, ale w praktyce niczego nie gwarantuje. Choćby dlatego, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Co ważniejsze, może okazać się, że nasz teren jest od dawna politycznie zagospodarowany, i nawet najlepsza kampania tego nie zmieni. Spotkania z wyborcami będą miłe, ale  nic z nich nie wyniknie.
-
Liczby mówią wszystko
-
O okręgu wyborczym, w którym przyjdzie nam startować, zdecydowanie najwięcej powiedzą nam dane o wyborach, które odbyły się już w III RP. Dlatego musimy skrupulatnie zgromadzić informacje na temat frekwencji, partii i kandydatów, którzy startowali do parlamentu, samorządów i na stanowisko prezydenta RP. Niezwykle istotne jest odtworzenie list wyborczych i liczby głosów oddanych na poszczególnych kandydatów. Informacje te można ściągnąć ze stron internetowych Państwowej Komisji Wyborczej (www. pkw.gov.pl).
-
Analizując te dane, dowiemy się, czy partia, z którą jesteśmy związani lub zamierzamy się związać, cieszy się na danym terenie poparciem. Jak wiadomo, na południu kraju większe szanse ma kandydat prawicy niż lewicy. Teraz trzeba ustalić twardy elektorat, czyli procent wyborców, którzy tak czy inaczej głosują na daną opcję polityczną. Jak? To proste - porównując wyniki kolejnych wyborów. Twardy elektorat prawicy to wyborcy popierający AWS, PiS i PO w wyborach w 2001 roku, lewicy - ludzie głosujący na koalicję SLD-UP cztery lata wcześniej. Różnica między tymi wynikami da nam elektorat niezdecydowany. Dzisiaj wybierze on kandydata prawicy, zatem nie możemy na niego liczyć, jeżeli reprezentujemy lewicę.
-
Wyniki wyborów z 2001 roku dają także odpowiedź na pytanie, jakie minimum głosów otrzymają takie ugrupowania, jak LPR czy Samoobrona. Ich elektorat ma spore rezerwy - to osoby, które wcześniej albo nie głosowały, albo czyniły to sporadycznie. Warto porównać procentowy udział LPR i Samoobrony w okręgu z wynikiem Stanisława Tymińskiego z pierwszych wyborów prezydenckich. Można założyć, że jest to właśnie elektorat niezadowolonych.
--
Zanim wybierzesz miejsce startu 
Zgromadź informacje o okręgu wyborczym, w którym stale przebywasz (mieszkasz, pracujesz).
Na podstawie danych z poprzednich elekcji przeanalizuj szanse swojej opcji politycznej na tym terenie.
Określ liczbę miejsc promowanych mandatem  na listach wyborczych.
Oblicz minimalną liczbę głosów, jaką musisz zdobyć, by wejść do Sejmu.
Skonfrontuj te dane z liczbą pewniaków, którzy od lat wygrywają tutaj wybory.
Jeśli okaże się, że szanse masz niewielkie, znajdź lepszy dla siebie region,   analizując w podobny sposób informacje.
Zgromadź wszelkie dane statystyczne na temat wybranego okręgu: od geografii po historię.
Poznawaj nowy region i jego mieszkańców. 
--
Przeglądając dane, należy też określić minimalną liczbę głosów, jaką trzeba uzyskać, by zdobyć mandat. To z reguły wynik, z jakim do parlamentu dostał się poseł z najmniejszą liczbą głosów na liście w okresie braku przychylności wyborców. Czyli np. parlamentarzysta SLD w wyborach w 1997 roku lub poseł prawicy w 2001 roku.
-
Określamy w ten sposób maksymalną liczbę miejsc na partyjnej liście, która zapewnia uzyskanie mandatu. W dużej mierze o powodzeniu startu w danym okręgu decyduje także, a może przede wszystkim, liczba tak zwanych lokomotyw lub pewniaków na danych listach. Jeśli bowiem pewne wydają się na niej dwa mandaty, a od lat dwa najlepsze wyniki uzyskują znani politycy, szanse na udaną elekcję są niewielkie. Gdy jednak są trzy miejsca promowane, a na liście jest tylko jedna "lokomotywa”, warto podjąć grę.
-
Nowa ziemia obiecana
-
Jeśli niestety na naszym terenie jest inaczej (dwa mandaty – dwóch pewniaków), najbardziej racjonalnym wyjściem będzie znalezienie innego okręgu wyborczego, w którym nasze szanse, określone drogą tej samej analizy, będą większe. Oczywiście wiedzę statystyczną trzeba uzupełnić o względy praktyczne. Chodzi o to, by nowa ziemia, która stać się ma naszą, nie znajdowała się w miejscu, do którego trudno nam będzie dojeżdżać, by prowadzić kampanię. W takiej sytuacji lepiej próbować szczęścia tam, gdzie mieszkamy.
-
Gdy mamy możliwości działania w innym okręgu, niezbędnym krokiem jest zebranie wszystkich dostępnych danych dotyczących tego terenu. Chodzi o takie informacje, jak: podział administracyjny, struktura etniczna (mniejszości narodowe i ich procentowy udział), struktura zatrudnienia (miasto - wieś), struktura przemysłu i upraw, historia itp. Jednym słowem wszystko, co pozwoli kandydatowi dowiedzieć się, z kim będzie miał do czynienia i z jakimi problemami borykają się jego wyborcy.
-
Jest to diabelska sztuczka, wielokrotnie bowiem okazywało się, że zamiejscowy kandydat był lepiej zorientowany od swoich rywali z danego okręgu i lepiej umiał uzasadnić działania, jakie zamierza podjąć jako poseł czy samorządowiec. W pewnej mierze wynika to też z faktu, że myśli inaczej niż ludzie z tego regionu, a więc potencjalnym wyborcom i mediom wydaje się postacią ciekawszą. Wszakże pod warunkiem, że będzie postrzegany jako „swój”, co kosztuje sporo pracy.

Stanisław Wetliński