-
Izabela Redlińska
Strachy na wybory

Co może zrobić polityk, by wyborca oddał na niego swój głos? Po prostu wzbudzić w nim lęk

Lęk stanowi silną motywację w wyborach podejmowanych przy urnach. Przekonali się o tym Amerykanie, być może jesienią przekonają się o tym także Polacy.
Dowodów świadczących o prawdopodobieństwie takiego scenariusza dostarczyły ostatnio badania przeprowadzone przez Instytut Psychologii Uniwersytetu
Opolskiego. Wynika z nich, że śmierć Jana Pawła II, wzbudzając w społeczeństwie poczucie osierocenia i zagrożenia, wpłynęła na wynik sondaży
przedwyborczych.

- W sytuacji lękowej pojawia się w ludziach potrzeba wyrazistego politycznego przywództwa. Oczekują oni autorytarnego lidera, który zaprowadzi wreszcie
porządek, jednoznacznie wskaże, co jest dobre, a co złe. Po śmierci papieża w ramy te doskonale wpisali się bracia Kaczyńscy - opowiada dr Alicja Głębocka,
szefowa instytutu. Z badań opolskich wynika, że potrzeba autorytaryzmu w sytuacji lękowej daje o sobie znać "w sposób statystycznie istotny". To, czego i w
jakim stopniu będziemy się bali, może więc zaważyć na wynikach zbliżających się wyborów. Fakt ten wykorzystują politycy, strasząc nas ekspansją sił
antynarodowych, biedą lub rozpasaniem elit.

Pamiątka po 11 września

Stosowanie wobec wyborców podobnej polityki może przynieść efekty. Jak bowiem tłumaczy dr Wojciech Cwalina ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w
Warszawie, strach jest jedną z większych sił motywacyjnych w życiu człowieka. Już w latach 50. i 60. budowano w oparciu o niego strategie marketingowe, na
czym bazowały choćby reklamy firm ubezpieczeniowych czy kampanie antynikotynowe. Staje się on użytecznym narzędziem wówczas, kiedy występuje w
odpowiednim natężeniu (zbyt silny paraliżuje, a słaby nie przynosi pożądanego efektu) oraz kiedy stosujący je wskazuje jednocześnie rozwiązanie, jak wyjść z
kryzysu.

Poczucie lęku, niczym pamiątka po 11 września, odegrało istotną rolę w wyborach amerykańskich. To m.in. jemu może zawdzięczać swoją reelekcję
reprezentujący autorytarny styl przywództwa George W. Bush. Dowiodły tego badania naukowców z Uniwersytetu Arizona i Colorado, jakie zostały
opublikowane w piśmie "Psychological Science". Przeprowadzili oni wśród studentów zaaranżowane na własne potrzeby wybory. Startowało w nich trzech
kandydatów, każdy o innym stylu przywództwa. Kiedy badacze prosili respondentów, aby ci wyobrazili sobie własną śmierć, a zaraz potem oddali głos,
popularność kandydata o autorytarnym stylu wzrastała aż ośmiokrotnie, podczas gdy innych w ogóle.

Oparcie w "nieśmiertelnych" instytucjach

Im większe poczucie zagrożenia, tym silniejsze poczucie wspólnoty. Z czego wynika ta zależność? -Człowiek jest jedyną istotą żyjącą na Ziemi, która zdaje sobie
sprawę z własnej śmiertelności - tłumaczy prof. Dariusz Doliński, dziekan wydziału zamiejscowego Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu. - Kiedy
więc wzbudzimy u niego lęk przed śmiercią, spowodujemy tym samym specyficzne zachowanie społeczne, które będzie polegało na szukaniu oparcia w
"nieśmiertelnych" instytucjach, tj. w państwie czy narodzie.

Potęga lęku w przypadku podejmowanych wyborów politycznych ma swoje źródło w jeszcze jednym mechanizmie rządzącym ludzkim światem, a za opisanie
którego Daniel Kahneman wspólnie z Vernonem Smithem otrzymali w 2002 roku Nagrodę Nobla z ekonomii. To mianowicie fakt, że silniej odczuwamy strach
przed stratą czegoś niż radość z ewentualnych zysków. Tak więc bardziej się zmartwimy, kiedy zgubimy 100 zł, niż ucieszymy ze znalezienia podobnej sumy. W
większym stopniu dotrą do nas słowa polityka, który ostrzega przed wzrostem bezrobocia, niż tego, który obiecuje, że ulegnie ono zmniejszeniu.

Zdają sobie z tego sprawę specjaliści zatrudniani w sztabach wyborczych.

Przyjemne horrory

Szacuje się, że 60 - 70 proc. kampanii w USA ma charakter negatywny. Tak jak ta z roku 1964, w trakcie której kandydat na prezydenta Lyndon Johnson
przekonywał wyborców o zagrożeniu wojną atomową, jaka może być skutkiem zwycięstwa jego rywala Barry'ego Goldwatera. Robił to m.in. za pomocą
reklamowego spotu, w którym dziewczynka odrywała stokrotce jej płatki. Liczyła je przy tym, co przypominało sytuację przed wystrzeleniem głowicy nuklearnej.
Wraz z zerwaniem ostatniego płatka na ekranie telewizora miał miejsce wybuch. Co prawda spot został wyemitowany tylko raz, ale Johnson wybory wygrał.

Może również dlatego, że lubimy się bać. Jak sugerują badania dotyczące popularności horrorów, obszary w mózgu odpowiedzialne za strach są zlokalizowane
nieopodal tych, które odpowiadają za poczucie przyjemności. Choć, podobnie jak wyniki jesiennych wyborów, jest to na razie tylko hipoteza.