-
Wojciech Krzysztof Szalkiewicz
Barwy walki, czyli szelmostwa wyborcze
-
Już wybory rozpoczęte / Któż zostanie prezydentem?
Lis spryciarzem był bezsprzecznie / Więc o głos poprosił grzecznie (...)
Czyż jest ktoś, kto nie pamięta / Zasług lisa Witalisa? (...)
Jestem waszym dobrodziejem / A sam nie śpię, a sam nie jem,
Tylko myślę dniem i nocą / Jak zwierzętom przyjść z pomocą....
-
Podobnie jak w przypadku "trupa na pierwszej stronie", który - jak głosi znana anegdota prasowa - jest najlepszym sposobem na "ożywienie" gazety, tak i w przypadku kampanii wyborczej, nic jej tak nie ożywia, jak niekonwencjonalne metody walki.

"Szelmostwa lisa Witalisa" znana i popularna bajka dla dzieci autorstwa Jana Brzechwy to zwięzły wykład wiedzy z zakresu marketingu politycznego pokazujący mechanizm dojścia do władzy i sposobu jej sprawowania. Aby dowiedzieć się jakich tricków używał Witalis - warto sięgnąć do biblioteczki. Jakich "szelmostw" dopuszczają się niektórzy kandydaci w czasie kampanii wyborczej, aby "załapać się" na listę, zdobyć choć parę dodatkowych głosów, aby zaistnieć i wyróżnić się z tłumu kandydatów, aby przez chwilę zafunkcjonować w mediach ?
Oczywiście o serwowaniu za darmo piwa, czy częstowaniu kiełbasą, która dorobiła się nawet specjalnego gatunku i nazwy "Wyborcza" (1) - nie warto wspominać. Chociaż tego typu działalności zabraniają ordynacje wyborcze, każda kampania przynosi kilka przykładów wykorzystania tych starych "chwytów". Podobnie jak z nakłanianiem do głosowania na określonego kandydata za pomocą pieniędzy i alkoholu, czy też łamaniem ciszy wyborczej.
W przypadku kandydatów do parlamentu najpopularniejszą metodą "robienia" kampanii jest korzystanie z zaproszeń na lokalne imprezy wysyłane przez "zaprzyjaźnione" władze samorządowe, co znacznie ułatwia kontakt z różnym elektoratem i nie angażuje środków na organizowanie przedwyborczych spotkań.
Najpopularniejszym "szelmostwem" wśród kandydatów ubiegających się o reelekcję na funkcje samorządowe jest wykorzystanie pieniędzy publicznych na cele kampanijne. Najczęściej środki publiczne wydawane są na wszelkiego rodzaju imprezy masowe, których głównym bohaterem jest urzędujący wójt, burmistrz, prezydent. Na ogól też w czasie kampanii pojawiają się liczne publikacje opłacone z pieniędzy samorządu - mające stanowić np. "podsumowanie" kadencji władz. Tą drogą kandydat może pojawić się w mediach nawet w czasie przedwyborczej ciszy. Oczywiście przy druku tego typu materiałów można też doprowadzić do tzw. "transakcji wiązanej" na zasadzie: "publikacja artykułu opłaconego + artykuł o kandydacie", czy "publikacja + np. pewna ilość plakatów, czy ulotek" - w każdym przypadku pieniądze przechodzą obok oficjalnego rozliczenia z Państwową Komisją Wyborczą.
Oba przypadki, obok wojny plakatowej opartej na zrywaniu, czy zalepianiu plakatów, są niejako "klasyczne" i stosowane praktycznie we wszystkich krajach. Ostatnie wybory samorządowe Anno Domini 2002 przyniosły jednak sporo nowych "chwytów" wyborczych, których poziom etyczno-moralny budzi wiele wątpliwości. Najpierw należy sobie zadać pytanie: Dlaczego?
Politykę, a tym samym i wybory, podobnie jak gospodarkę, dotknął kryzys - nie tylko jednak ekonomiczny. Odbiło się to nie tylko na komercyjnym rozmachu (a w zasadzie jego braku) kampanii, czego nie można tego tłumaczyć tylko ograniczeniami finansowymi sztabów, czy brzydką pogodą.
W sferze społecznej kryzys objawił się tym, że politycy przestali traktować wyborców jak partnerów do dyskusji nad problemami dnia codziennego. Na poziom gminy przeniosła się sytuacja z Sejmu, który stał się miejscem zachowań do jakich społeczeństwo nie było przyzwyczajone. Casus Andrzeja Leppera - metod jego działania, sposobu postępowania, technik walki - spowodował, że sukces w polityce przestał być utożsamiany z działaniem racjonalnym, opartym na wcześniej obowiązującym systemie norm etycznych.- pewnych rzeczy nie wypadało po prostu robić.
Samoobrona i Lepper, a w ślad za nimi Liga Polskich Rodzin udowadniają, że osiągnięcie sukcesu jest wynikiem szczęśliwego zbiegu okoliczności lub zwyczajnej przebojowości, czy nawet pójścia "po trupach". Zrobienie skandalu, postawienie się w kompromitującej sytuacji, przyznanie się do czegoś nieoczekiwanego, nawet udziału w jakieś aferze sprawia, że człowiek staje się rozpoznawany na ulicy, znany. A co najważniejsze ! - może liczyć na poparcie wyborców.

Z pewnością wybory samorządowe 2002 r. przejdą do powojennej historii, jako pierwsze, w których doszło do rękoczynów. Najgłośniejszym wydarzeniem była bójka w bydgoskim SLD, gdzie według: radnej miejskiej Zuzanny a Dziża została ona brutalnie pobita przez szefa koła SLD Andrzeja Narolewskiego. Według Narolewskiego: nie on bił, ale jego bito - bowiem radna miał go dwukrotnie uderzyć w twarz. Poszło o miejsce na liście wyborczej.
Przykład rękoczynu to niestety nie jedyny, ale pokazujący ciemną stronę kampanii wyborczej i metod walki politycznej.
Na tej samej półce "chwytów" znajduje się także zastraszanie przeciwników. W skali wyborów samorządowych, najczęściej używanym argumentem - "kijem" jest zwolnienie z pracy, a łapówką - "marchewką" - stanowisko w administracji samorządowej.
Jeżeli kandydat nie da się zastraszyć - można go ośmieszyć. Arsenał środków jest spory: począwszy od rozpuszczania plotek, domalowywania wąsów i okularów na plakatach, po rozpowszechnianie "kompromitujących" kontrkandydata materiałów przez nieznanych sprawców, czy też różnego typu akcje typu - event.

W nietypowy sposób chciał zdyskredytować w oczach wyborców kandydata na prezydenta Sosnowca, Kazimierza Górskiego, Komitet Wyborczy Platformy Sprawiedliwości i Wolności. Działacze wyszykowali w prezencie dla obecnego wiceprezydenta Sosnowca dwumiesięczną świnię. Na razie świnka nie została jeszcze ochrzczona, ale nieoficjalnie wiadomo, że na cześć wiceprezydenta dostanie imię Kazia. Kazia ma pomóc zrozumieć Górskiemu, jak powinno się budować chlewnie i hodować świnie. A wszystko zaczęło się, gdy kilka tygodni temu, kandydat na prezydenta poradził sosnowieckim bezrobotnym, aby w wolnym czasie zajęli się hodowlą tuczników (2).

Metodą ośmieszenia, a w zasadzie już pomówienia kandydata, jest zadawanie publicznie krępujących pytań. Znamienny jest tu przykład z Poznania, gdzie w telewizji kandydat na prezydenta z Samoobrony zapytał swojego kontrkandydata z SLD: Czy jest pan homoseksualistą? Bo wprawdzie jako lekarz jestem w stanie to zrozumieć, to jako obywatel Poznania nie chciałbym, żeby homoseksualista reprezentował moje miasto.

Kandydat na radnego sejmiku dyrektor dzielnicy Śródmieście Piotr Fogler (PO) pozwał niezależną kandydatkę do prezydenckiego fotela Julię Piterę do sądu.
Foglera dotknęły słowa Pitery wypowiedziane na spotkaniu z wyborcami na ul. Marszałkowskiej, w miejscu, gdzie rozebrana została zabytkowa kamienica. Kandydatka rozbiórkę nazwała skandalem, a wśród winnych wskazała dyrektora. Dyrektor odpowiedział wnioskiem złożonym w tzw. trybie wyborczym. To pierwszy taki protest dotyczący kampanii któregoś z 14 kandydatów na prezydenta.
Wpłynął do sądu w środę. Sąd miał na jego rozpatrzenie w pierwszej instancji 24 godziny. Tak nakazuje przepis ordynacji wyborczej. Wczoraj o godz. 13 na rozprawę stawił się tylko wnioskodawca - Piotr Fogler i jego pełnomocnik mec. Andrzej Sandomierski. Julii Pitery nie było, bowiem jej mąż odmówił przyjęcia wezwania do sądu. (3)

"Samoobrona jest biczem bożym na to co dzieje się w Polsce, nie zmarnujcie tej szansy - Jan Paweł II, Watykan luty 2002" - taki cytat umieszczono na ulotkach wyborczych Samoobrony. Jak poinformował PAP zdaniem metropolity lubelskiego, fałszowanie wypowiedzi papieża dyskredytuje Samoobronę. "Jeśli ktoś, żeby wprowadzić swoich kandydatów na jakikolwiek szczebel władzy, posługuje się kłamstwem fałszując wypowiedzi Ojca Świętego, to już w sposób jednoznaczny dyskredytuje jego kandydatów" - powiedział, cytowany przez agencję, Metropolita lubelski abp Józef Życiński.
Z kolei Andrzej Lepper powiedział, że oburzenie przedstawicieli Kościoła to atak na Samoobronę spowodowany dużym poparciem tej partii wykazywanym przez sondaże. Zapewnił, że wypowiedź jest autentyczna i padła podczas jego wizyty w Watykanie. Nie podał jednak daty tej wizyty. (4)
Zbigniew Boniek był "zażenowany i zdziwiony" wpisaniem bez uzgodnienia jego nazwiska na listę osób popierających kandydaturę Sławomira Pietrasa (SLD-UP) na prezydenta Poznania. - Nikt mi tego nie proponował ani nie pytał o zgodę. Zastanawiam się, kto tym manipulował. Nie życzę sobie, aby w jakiejkolwiek kampanii politycznej było wplątane moje nazwisko.
Maciej Wilczak, szef komitetu wyborczego Pietrasa wyjaśnił PAP, że Zbigniew Boniek został wpisany bez swojej wiedzy na tzw. roboczą listę komitetu honorowego popierającego kandydaturę Pietrasa, ale obecnie został z niej wykreślony. Podkreślił, że w jego opinii, wpisanie Zbigniewa Bońka na listę osobistości popierających kandydaturę Pietrasa było działaniem dla dobra Poznania. (5)

Jak głosi stare porzekadło: są kłamstwa małe, duże i statystyczne! Na tej zasadzie opiera się publikowanie sondaży przedwyborczych przez media... i manipulowanie nimi. Na długo przed wyborami, na swoich kandydatów ich zwolennicy mogą głosować za pomocą: kuponów, internetu, SMS-ów, itp. Każdy z tego typu plebiscytów pokazuje najczęściej inne wyniki, które w większości nijaki mają się do późniejszych wyników wyborów. Ważne są jednak z dwóch powodów. Przede wszystkim "podpowiadają" niezdecydowanym wyborcom, na kogo mają głosować, aby nie zmarnować głosu na kandydata, który i tak już nie ma szans. I to jest ich rola manipulacyjna. Po drugie, pokazują sprawność sztabów wyborczych, które te kupony pracowicie wycinają i wysyłają wraz z e-mailami i SMS-ami.
Po wynikach tego typu sondaży można tez określić po stronie którego kandydata, czy ugrupowania politycznego opowiada się ta, czy inna redakcja.

W gdańskim pojedynku na sondaże wyborcze na placu stanęli Piotr Adamowicz - urzędujący prezydent miasta z PO, wspierany przez Radio Plus i Marek Formela z SLD-UP - redaktor naczelny "Głosu Wybrzeża", gazety której współwłaścicielem jest szef pomorskiego SLD Jerzy Jędykiewicz. Zarówno media, którymi posługiwali się kandydaci, jak i firmy przeprowadzające sondaże, tworzyli zwarte układy polityczne.
3 października "Głos Wybrzeża" opublikował sondaż. Wynikało z niego, że Formela, kandydat na prezydenta Gdańska wypadł w nim zaskakująco dobrze - uzyskał 23 proc. Adamowicz, kandydat PO-PiS - 34 proc.
W rewanżu, kilka dni po tym sondażu, Radio Plus zamówiło swoje badania, które wykazały większą przewagę Adamowicza nad Formelą. (...)
Kto lepiej wypada w sondażach, rozstrzygnął w końcu OBOP, publikując trzy dni przed wyborami dane z 12 największych miast. Wynikało z nich, że w Gdańsku Piotr Adamowicz miał 44 proc. poparcia, a daleko za nim ex aequo znaleźli się dwaj kandydaci - Bogdan Borusewicz i Marek Formela z 14-procentowym poparciem.
Jeśli Adamowicz i Formela przejdą do następnej rundy, zaprzyjaźnione z nimi media będą miały czas na zamówienie kolejnych sondaży. (6)

Innym przykładem "instytucjonalnego" wsparcia swojego kandydata jest Marek Balicki - SLD-dowski kandydata na prezydenta Warszawy, któremu liczne pojawienia się w telewizji publicznej "załatwiał" premier Leszek Miller, koło którego kandydat stał i... się uśmiechał. Dzięki temu nieznany wcześniej polityk mógł zaistnieć na szerszym forum.
W ten sposób SLD nie tylko pokazało, że ktoś taki istnieje, ale także zaznaczyło, że ich kandydat ma poparcie premiera, a to z kolei znaczy, że będzie skuteczny.
Częste pokazywanie się z premierem Balickiemu nie zaszkodziło i w krótkim czasie zdystansował w wyścigu o fotel prezydenta Warszawy, tak wydawał się pewnego kandydata jak Andrzej Olechowski.
Sztab Balickigo skorzystał także z wsparcia tajemniczego Olka K., który rekomendował go na billboardach: "To dobry prezydent dla Warszawy. Olek K."
- Nie uczestniczę w kampanii wyborczej na prezydenta Warszawy żadnego kandydata, chociaż moja opinia o Marku Balickim jest pozytywna, ale Olek K. występujący na jego plakacie wyborczym to nie ja - oświadczył prezydent Aleksander "Olek" Kwaśniewski. - To jest nowa moda stosowana w kampaniach reklamowych. Zaczęło się od RMF-u, który pytał swoich słuchaczy, czy prezydent K. jest kobietą. Cóż ja mogę powiedzieć? Jest to działanie na podświadomość, skojarzenia, a to nie jest regulowane prawnie. Na zarzut, że to może chodzić o Kwaśniewskiego, ktoś powie, że nie, bo chodzi o prezydenta Kowar czy Kielc. Jest to więc rodzaj zabawy. Prawnie nie jest to do zakwestionowania. Można tylko apelować do tych, którzy stosują te metody, aby nie przesadzali.
Tajemnicze plakaty pojawiły się również w Kłomnicach k. Częstochowy. Znalazły się na nim tylko trzy litery "WWW". Wkrótce rozwinęły się one w hasło Andrzeja Perlińskiego: "Wybierzcie Waszego Wójta"
Niestety na płotach pojawiły się plakaty z podobnym hasłem "Wybierzcie Wiarygodnego Wójta" - należące do jego konkurenta - To oczywisty plagiat i mógłbym dochodzić sprawy w sądzie - komentował takie "podszywanie się" pod kampanię Perliński.

Bardziej "prywatny" charakter miało wsparcie w głosowaniu jakiego zdecydowała się udzielić kandydatom w Zgorzelcu ok. setka osób, a które zgłosiły chęć formalnej zmiany miejsca pobytu w wyborczą niedzielę. W jak najbardziej legalny sposób, zgłaszając w Biurze Ewidencji Ludności Urzędu Miasta zmiany miejsca pobytu w dniu wyborów, mogli wesprzeć kandydatów - członków swoich rodzin i znajomych głosując w ich okręgach wyborczych.
Z kolei około 400 bielszczan. podpisało przed notariuszem umowę cywilno-prawną, która miała zagwarantować, że Bogdan Traczyk, dotychczasowy prezydent Bielska-Białej i kandydat na to stanowisko w wyborach, jak też przyszli radni wybrani z prawicowej listy "Wspólnoty Samorządowej", zrealizują przedwyborcze obietnice. Gdyby się tak nie stało, wyborcy, na podstawie umowy, mogą wszcząć procedurę odwołania prezydenta lub radnego z tego ugrupowania.
Inną formę umowy zaproponował swoim wyborcom kandydat na radnego Częstochowy: zagłosujcie na mnie a przez cały następny rok nie podwyższę cen na wywóz śmieci.
Wiesław Strach (Polska Unia Gospodarcza) jest współwłaścicielem dużej firmy zajmującej się wywozem śmieci w mieście i okolicach. Zobowiązanie do nie podwyższania cen usługi zawarł w ulotkach, dostarczanych pod drzwi wyborców.
Cytowany przez PAP Komisarz Wyborczy w Częstochowie, sędzia Maciej Pacuda, nie miał do ulotki kandydata zastrzeżeń natury prawnej. "Kandydat przeciwko nikomu nie występuje. Jako komisarz nie mam zastrzeżeń. Inna rzecz, gdy patrzę na to jako wyborca. To coś, co nazywamy kiełbasą wyborczą" - powiedział Pacuda. (7)

Do "publiczności odziedziczonej" - jednej z technik perswazyjnych odwoływali się , mniej lub bardziej świadomie, działacze SLD w Szczecinie, którzy reklamowali się podczas rozgrywek Klubu Stal Szczecin finansowanych przez lewicowy zarząd miasta

- Jest z nami pan prezydent Edmund Runowicz, który ponownie ubiega się o ten urząd - wykrzykiwał prowadzący imprezę [Runowicz jest kandydatem koalicji SLD-UP - dop. red]. Leszek Jerzyk, dyrektor obiektu zaznaczył, że to dzięki obecnej tak wspaniałej władzy udało się zrealizować imprezę. - Tylko pewna władza, władza sprawdzona, może pomóc zrealizować nasz cel - przekonywał zebranych Leszek Jerzyk. (...)
Zarządzana przez działacza Sojuszu fundacja Prawobrzeże zorganizowała festyn rodzinny. Impreza także była kampanią wyborczą SLD. Fundacja również zasilana jest z publicznych, miejskich pieniędzy. Ta sama fundacja kolportuje także bezpłatny informator o swojej działalności, przy okazji reklamowani są startujący do rady działacze SLD. (8)

Podobna sytuacja miała miejsce w Opolu, gdzie przed meczem piłkarskim Odry ówczesny prezydent miasta Piotr Synowiec nie tylko "zaszczycił" stadion swoją obecnością, ale także skierował list do kibiców w którym napisał :  ....Nie mogę już znieść tego, że osoby, które nie wiedzą, w którą stronę jeździ się na żużlu albo ilu zawodników liczy drużyna piłkarska, obiecują Wam - kibicom - gruszki na wierzbie i cichaczem robią sobie zdjęcia na stadionie, który ja wybudowałem. Dlatego mówię to dzisiaj publicznie. Jeżeli zostanę prezydentem Opola następnej kadencji, chcę jeszcze bardziej włączyć się w promowanie opolskiej jedenastki i chcę, żeby Odra stała się klubem miejskim.
Dzień wcześniej o glosy kibiców na tym samym stadionie walczył jego kontrkandydat, który zorganizował tam konferencję prasową. (9)

Wprawdzie dzieci i ryby głosu wyborczego nie mają, ale mogą stanowić ważny element kampanii wyborczej, jak i "chwytów", trochę poniżej pasa.
Wiceprezydent Zielonej Góry, Stanisław Domaszewicz, kandydat na radnego. poprowadził kampanię wyborczą wśród... przedszkolaków, rozdając wizytówki ze swoim zdjęciem i numerem telefonu. Chociaż sam wszystkiemu zaprzecza, to według zeznań dzieci, wręczając im wizytówki mówił, że to pamiątka i żeby dali to rodzicom.
Ryby w kampanii wyborczej, bardzie jednak pośrednio, postanowili wykorzystać wędkarze, którzy powołali Komitet Wyborczy Wyborców Naprzód Piaseczno i Wędkarze PZW-17.

Oczywiście przykładów najróżniejszych działań z pogranicza prawa, czy dobrego smaku jest sporo i ich arsenał rozszerza się wraz z kolejnymi wyborami. Co do ich oceny - pozostaje ona zawsze w gestii wyborców. Jakie są wyniki stosowania tych "chwytów", czy też "szelmostw" wyborczych - wyniki publikuje PKW.
A jak zakończyła się kariera prezydencka Lisa Witalisa.?

Precz! Precz z takim prezydentem!
I uchwalił wiec zwierzęcy / Że nie ścierpi tego więcej,
Że lis broił co niemiara / Więc go musi spotkać kara. (...)
Lis Witalis, ośmieszony / Wyszydzony, uciekł z lasu
I już nikt od tego czasu / Nie oglądał Witalisa
Nawet ja, com go opisał !
Wojciech K. Szalkiewicz
Olsztyn 3.11.02 r.

1) Produkowana w zakładach mięsnych MORLINY S.A .kiełbasa "Wyborcza" od kilku już lat jest jednym z podstawowych produktów tej firmy - sprzedaje się znakomicie niezależnie do tego czy w kraju prowadzona jest jakakolwiek kampania wyborcza.
2) Joanna Krupa "Ranking brudnych chwytów wyborczych"; Kulisy nr 43(2340)
3) Bogdan Wróblewski "Pierwszy protest wyborczy w kampanii prezydenckiej"; Serwis wyborczy Gazeta.pl 24.10.02r.
4) PAP "Samoobrona papieżem biczuje"; 23.10.02 r.
5) Boniek na "liście roboczej"; trener kadry "zażenowany i zdziwiony"; Serwis PAP 08.10.02 r.
6) Agnieszka Rybak "Barwy kampanii"; Newsweek 44/02 z 28.10.02 r.
7) Serwis PAP "Zagłosujecie na mnie, to nie podwyższę cen"; 23.10.02 r.
8) "Jak SLD obchodzi ordynację wyborczą"; Serwis wyborczy portalu Gazeta.pl 20.10.02r.
9) "Nagłe zainteresowanie Odrą Opole"; Serwis wyborczy portalu Gazeta.pl 20.10.02r.