-
Wojciech Krzysztof Szalkiewicz
Meandry demokracji
-
Jak mawiał Winston Churchill: Demokracja nie jest najlepszym z ustrojów, ale lepszego jeszcze nie wynaleziono, a jako że niedoskonały i ten ustrój ma swoje "błędy i wypaczenia", od wielkich afer typy Watergate do oszustw przy tworzeniu ustaw, czy rozliczaniu diet przez radnych. Pojawiają się one na wszystkich etapach "rządów ludu” - wszak człowiek jest istotą omylną. Jednak, najciekawszy jest czas kampanii wyborczej - on to dostarcza wszystkim obserwatorom życia politycznego niezwykle "smakowitych" faktów. Ich wysyp zaczyna się wraz z jej początkiem.
Król afrykańskiego państewka Suazi, Mswati III, okazał niezwykłą troskę o właściwy przebieg kampanii przed wyborami do parlamentu. Władca zabronił bowiem kandydatom praktykowania tradycyjnych obrzędów pod nazwą muti. Mieszkańcy Suazi wierzą bowiem, że aby odnieść sukces w wyborach, trzeba najpierw złożyć ofiarę z ludzi. Dlatego przed każdym głosowaniem giną tu dzieci i starcy. Ludzie ci są zabijani, ich ciała zostają spalone, a prochy dodaje się do "magicznego" napoju. Dopiero spożycie tej mikstury umożliwia kandydatowi zdobycie przychylności elektoratu.
Mswati III wyraźnie przejął się informacjami policji o tym, że przed poprzednimi wyborami w 1998 r. znacznie wzrosła liczba osób zaginionych, a tym samym zmniejszył się elektorat w tym małym kraju .
-
Wyborcza kiełbasa i nie tylko
-
A gdy już rozpoczyna się kampania wyborcza pojawia się też "kiełbasa wyborcza", czyli różne formy przekupstwa stosowane przez kandydatów w celu pozyskania wyborców. Prawdziwa, kiełbasa "Wyborcza" produkowana przez spółkę Morfiny, sprzedaje się doskonale, mimo, iż nikt podczas kampanii nie korzysta z tego gotowego "narzędzia demokracji". W naszym kraju, jak pokazały ostatnie wybory samorządowe, rozliczeń dokonuje się bowiem albo w "gorzale" albo w gotówce, a cena głosu waha się do „dwóch nalewek owocowych” (8-9 zł) do 20 zł w gotówce, co bezsprzecznie ustalił Sąd Okręgowy w Szczecinie .
Jednak, co kraj to obyczaj i "kiełbasa wyborcza" przyjmuje różną postać i ma też różną wartość.
Partia Zielonych w Hiszpanii postanowiła przyciągnąć młodych wyborców proponując wprowadzenie "seksownych voucherów", czyli 50 proc. rabatów przy wynajmowaniu pokoi "na godziny" w przyzwoitych hotelach, zapewniając im w ten sposób "bezpieczne miejsca" do miłosnych igraszek.
W tym nurcie mieści się też pomysł niemieckich socjaldemokratów - partii kanclerza Gerharda Schroedera, którzy sięgnęli po prezerwatywy. Pudełka, zawierające po 100 sztuk czerwonych prezerwatyw, zdobi napis "Czuj się dobrze - SPD". Prezerwatywy są sprzedawane po 44 euro w sklepie z upominkami w centrali partii .
Przed wyborami regionalnymi w indyjskim stanie Pendżab, niektórzy kandydaci zjednywali sobie przychylność niepiśmiennych wieśniaków rozdając im w charakterze wyborczej kiełbasy... akolhol i narkotyki .
Z kolei lider rosyjskich nacjonalistów Władyimir Żyrinowski w ramach swojej kampanii wyborczej rozdawał podróżnym na dworcu kolejowym w Pskowie 50-rublowe banknoty, czyli równowartość półtora dolara: - Masz, kup sobie samogonu, tylko pamiętaj, za czyje piłeś .
Bardziej szczodry był kandydat do parlamentu Kuwejtu, który zamieścił w gazecie ogłoszenie, w którym obiecał sumę 10 tys. dolarów każdemu, kto tylko odda na niego głos. Chętni mieli dostać 5 tys. dolarów jeszcze przed wyborami, a pozostałe pięć po wyborach, jeśli tyko ich kandydat zdobyłby fotel w parlamencie .
-
Jak za komuny
-
Są także i inne środki zmierzające do uzyskania niezbędnego w demokratycznych wyborach poparcia. Otóż najemcy sklepów w jednym z moskiewskich centrów handlowych otrzymali od administracji obiektu zadanie polityczne - nakazano im, by co najmniej dwóch pracowników z każdego sklepu wstąpiło do partii "Wspólna Rosja" - popierającej aktualnie rządzącego prezydenta Putina. W wielu sklepach polecenie potraktowano jak rozkaz i wyznaczono pracowników, którzy wstąpili do partii. W przeciwnym razie - twierdzili handlowcy - sklepom grożono rozwiązaniem umowy najmu .
Ciekawym przykładem manipulowania przy demokratycznych wyborach jest podszywanie się pod znane nazwy partii i ugrupowań lub/i nazwiska działaczy.
Według opozycji antyprezydenckiej, przed wyborami parlamentarnymi na Ukrainie wiosną 2002 r., na polecenie władz w całym kraju wyszukiwani byli obywatele, którzy mają takie same nazwiska jak znani politycy z ugrupowań, które władza uważa za opozycyjne. Potem takie osoby trafiały do nowych lub istniejących już ugrupowań, a ostatecznie na ich listy wyborcze.
W Charkowie na przykład znaleziono niejakiego Ołeksandra Moroza, który, oprócz nazwiska, nie ma nic wspólnego liderem opozycyjnej Socjalistycznej Partii Ukrainy Ołeksandrem Morozem. Charkowski Moroz reanimował rozwiązaną Wszechukraińską Partię Robotników, a ta umieściła go swojej liście wyborczej pod numerem jeden.
Imienników znaleziono jeszcze dla kilku innych znanych polityków, np. dla Tarasa Stećkiwa zaangażowanego w "Naszej Ukrainie" - aż trzech. Jednego Tarasa Stećkiwa i dwóch Stećkiwów z innymi imionami .
Tego typu sytuacja miała miejsce także i na naszym podwórku.
Do Sejmu z Pomorza dostał się Stanisław Kalinowski z PSL. Mimo iż nie jest spokrewniony z liderem ludowców, dzięki zbieżności nazwisk uzyskał spore poparcie chłopskiego elektorat.
Mniej lub bardziej przypadkowa zbieżność nazwisk kandydatów pojawiła się również podczas ostatnich wyborów samorządowych. Samoobrona na radnego gminy Czersk wystawia Adama Lepera (przez jedno p). Partia Leppera nie ukrywała, że celowo stosuje taką manipulację .
-
Naga prawda
-
Niemniej ciekawa może być sama kampania wyborcza. - Wybierz mnie - mam dużego ptaszka - namawiał jeden z chętnych do bycia prezydentem miasta w ostatnich wyborach samorządowych. Jak rozumieć ten zwrot, wyjaśniała ulotka wyborcza pomysłowego kandydata, na której widnieje on sam w towarzystwie okazałego strusia. - Gdy spojrzeć na wszystkie materiały wyborcze, to one są jednak smutne. Liczę się z tym, że nasi wyborcy mają jednak poczucie humoru i będą się z tego śmiali - tłumaczył kandydat.
W żadne erotyczne podteksty nie bawił się natomiast pewien Francuz kandydujący w wyborach samorządowych w 2002 r. Poszedł bowiem na całość i na plakatach wyborczych pojawił się w stroju Adama. - Prawica i lewica rozbierają nas do naga. Ja nic przed wami nie ukrywam - głosiło jego hasło wyborcze. - Pozowanie nago jest mniej nieprzyzwoite niż podwyższanie ministrom pensji i blokowanie zasiłków .
Jeszcze dalej poszedł kandydat na gubernatora Sankt Petersburga, który nakręcił film erotyczny o tym, jak będzie wyglądało miasto po wygranych przez niego wyborach.
Taką niekonwencjonalną kampanię wyborczą prowadzi Siergiej Prianisznikow - znany rosyjski reżyser i producent filmów erotycznych, a nakręcone przez niego "Miasto przyszłości" ma być elementem programu wyborczego. W filmie wziął udział sam kandydat.
Siergiej Prianisznikow zapowiada, że jeśli zostanie gubernatorem zamierza ogłosić w mieście rewolucję seksualną: - Po wygranych wyborach zamierzam zmienić Petersburg w drugi Amsterdam.
-
Bardziej sprawiedliwie
-
Istnieje jeszcze inna kategoria "wypaczeń" wyborczych - tych, których sprawcami są władze państw o słabo rozwiniętej demokracji lub rządzone przez dyktatorów pozujących na demokratów.
Dzięki temu, że Kubańczycy mogli wybrać 609 posłów do Zgromadzenia Narodowego z 609 kandydatów oraz, że w wyborach lokalnych na 1192 kandydatów czekało dokładnie 1192 miejsc, wybory były: - bardziej sprawiedliwe i demokratyczne niż w innych państwach. Tak przynajmniej zapewniał przywódca państwa Fidel Castro, wyrażając przy tym nadzieję, że wyniki kubańskich wyborów: - będą odzwierciedlać prowadzoną w kraju intensywną pracę ideologiczną, która ma na celu podniesienie poziomu świadomości i kultury ludności .
O ile jeszcze Castro mógł wyrażać "nadzieję" na pozytywny wynik wyborów, o tyle przywódca Iraku lubił mieć pewność. Dlatego też w ostatnim za jego rządów referendum, w październiku 2002 r., 100 proc. uprawnionych do głosowania Irakijczyków, czyli blisko 12 mln osób, "życzyło sobie dalszych rządów swojego przywódcy". Wynik ten był o 0,04 proc. lepszy niż osiągnięty siedem lat wcześniej, kiedy to poparcie dla Husajna wyniosło "tylko" 99,96 proc. głosów .
Jak mawiał Francois Mauriak: - Jedyna zaleta dyktatury: nie musisz sterczeć godzinami przy radiu, aby wiedzieć, jaki będzie wynik wyborów.
-
Każdy głos na wagę złota
-
Niedawne wybory parlamentarne w Jordanii potwierdziły z kolei, sformułowaną już dawno temu przez Janinę Ipohorską, inną złotą myśl: - Gdyby urządzić całkowicie wolne wybory, każdy głosowałby na siebie. Otóż dwóch kandydatów uzyskało w nich tylko po jednym głosie i to najprawdopodobniej dzięki temu, że każdy z nich zagłosował sam na siebie. - To wynik, jakiego jeszcze nie zanotowano w wyborach - poinformował przedstawiciel komisji nadzorującej prawidłowy przebieg wyborów .
Innego przykładu „meandrów” demokracji dostarczyło wyspiarskie państewko Kiribati. Nowy prezydent pokonał w wyborach… własnego starszego brata. Przewaga zwycięzcy wyniosła jedynie 1099 głosów. Szczególnie dramatyczne były ostatnie dwa tygodnie kampanii, kiedy bracia ostro się ze sobą starli. Obecny prezydent oskarżył starszego brata - kontrkandydata, że prowadzi on niemoralne życie, gdyż…był wielokrotnie żonaty i często się rozwodził.
Jednak obrzucanie inwektywami lub, jak kto woli, prowadzenie kampanii negatywnej, wbrew powszechnemu mniemaniu, że przynosi większe poparcie wyborców, nie zawsze jest bronią skuteczną.
Przekonał się o tym premier Francji Lionel Jospin, który powiedział o prezydencie Jacques'u Chiracu, swoim konkurencie w ostatnich wyborach prezydenckich, że jest "postarzały" i "zmęczony". Jospin "poległ" już w pierwszej turze wyborów. A Chirac wygrał je zdobywając w maju 2002 r. ponad 82 proc. głosów. Nota bene wypowiedz konkurenta nazwał owocami "plugawej gęby".
Podobnie nie zrobiły dobrej prasy Lechowi Kaczyńskiemu słynne: - Spieprzaj dziadu! - wypowiedziane pod adresem natrętnego "wyborcy" podczas kampanii samorządowej w 2002 r. , ani - Jest pan zerem! - skierowane przez premiera Leszka Milera - świadka, do posła Zbigniewa Ziobro - członka sejmowej komisji śledczej w sprawie afery Rywina .
-
Równi i równiejsi
-
"Czarnym koniem" w dziedzinie "naginania" demokracji w okresie powyborczym są ostatnimi czasy Włoch pod rządami premiera Silvio Berlusconiego. On to bowiem jest autorem niezwykle ciekawych bon motów: - Obywatele są sobie równi w obliczu prawa, ale zapewne ten obywatel jest nieco równiejszy od innych, jeśli uwzględnić, że 50 procent Włochów powierzyło mu kierowanie krajem - oraz - Powinniśmy być świadomi wyższości naszej cywilizacji, opartej na systemie wartości, który przyniósł powszechny dobrobyt krajom je wyznającym, cywilizacji, która zapewnia poszanowanie praw człowieka i religii. W krajach islamskich takiego poszanowania z pewnością nie ma .
Z pewnością dlatego, podczas oficjalnej wizyty we Włoszech, król niewątpliwie islamskiej Malezji bardzo zainteresował się pewną, stosowaną przez włoskich deputowanych, praktyką dotyczącą poszanowania przez nich stanowionego przez siebie prawa.
Demokratycznie wybrani przedstawiciele narodu - nazywani są przez prasę włoską "pianistami", bo wystarczy, że wyciągną ramię i już bębnią palcami po elektronicznym urządzeniu do głosowania nieobecnego posła, by oddać za niego głos.
Zjawisko to podczas niektórych obrad przybiera na sile tak bardzo, że przewodniczący Izby Deputowanych, Pier Ferdinando Casini poskarżył się na nie premierowi Silvio Berlusconiemu.
Malezyjski monarcha dowiedział się o aferze z prasy i tak go ona zaintrygowała, że koniecznie chciał dowiedzieć się czegoś więcej. Chcąc nie chcąc przewodniczący Casini musiał więc osobiście zaprezentować gościowi, jak działa parlamentarna metoda kradzieży głosów.
W podzięce za zaprezentowanie meandrów włoskiej demokracji, król odznaczył przewodniczącego włoskiego parlamentu tytułem maharadży .
-
Nigdy tak wielu nie było manipulowanych przez tak nielicznych.
-
Wojciech K. Szalkiewicz