-
Siergiej Greczuszkin, Aleksandra Majda
Płyną miliony złotych od partii
Kampanie samorządowe to dobry czas dla firm reklamowych i doradczych
-
Wybory oznaczają szybki zarobek dla wielu przedsiębiorstw - od hotelarstwa po drukarnie. Najwięcej pieniędzy dostaną firmy PR oraz usług doradczych. Podczas tegorocznej kampanii samorządowej mogą podzielić między siebie około 100 mln zł
-
Specjaliści od marketingu politycznego mówią jednogłośnie: kampania wyborcza to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych w każdym okręgu lub powiecie. Szacuje się, że minimalny koszt to 65 - 80 tys. zł, by dotrzeć do maksymalnej liczby wyborców w danym regionie. Gdyby tylko pięć największych partii postanowiło przeprowadzić w Polsce profesjonalnie zorganizowane kampanie, wydałyby na ten cel łącznie od 123 do 151 mln zł. Jednak ustawowe ograniczenia finansowe i chęć oszczędności powodują, że wydane zostanie prawdopodobnie 60 - 70 mln zł w skali całego kraju. Partie będą oszczędzać m.in. angażując darmo np. członków rodzin kandydatów. Ale jednocześnie próby zaoszczędzenia na kampanii nieraz mają znamiona korupcji.
Wybory oznaczają szybki zarobek dla firm z wielu branż - od hotelarstwa po drukarnie. Najwięcej pieniędzy pochłaniają działania PR, zwłaszcza organizacja imprez przedwyborczych, np. konwencji partyjnych, oraz korzystanie z usług firm doradczych. - Dwumiesięczna współpraca z renomowaną agencją PR (z organizacją konferencji prasowych raz w tygodniu plus intensywną kampanią lobbingową w prasie) to wydatek rzędu 64 tys. zł, bowiem tylko organizacja jednej konferencji będzie kosztowała ok. 8 tys. zł plus ponoszone koszty - mówi "Rz" jedna z pracownic dużej firmy public relations. Gdyby partia sama chciała zorganizować konferencję dla 20 - 30 dziennikarzy ze skromnym poczęstunkiem, wyda na to ok. 7 tys. zł. Organizacja większej imprezy dla kilkuset uczestników, np. konwencji partyjnej w dużym stołecznym hotelu, to już koszt ponad 200 tys. zł. Poza Warszawą ceny są niższe tylko o 10 - 15 proc. Gdyby partia zwołała tylko po jednej konferencji prasowej w hotelach w połowie powiatów w całym kraju, wydałaby ok. miliona złotych.
-
-
Sporo będzie kosztować też reklama. Wydruk i rozpowszechnienie 10 tysięcy kilkustronicowych ulotek na dobrym papierze to wydatek rzędu 10 tys. zł. Zaś rozklejenie po mieście tysiąca plakatów w dobrych punktach kosztuje ok. 25 tys. zł. Gdyby zaś partia się zdecydowała na miesięczną dzierżawę ok. 1400 billboardów w całym kraju, to wydałaby milion złotych. I to właśnie sektor reklamy zewnętrznej liczy na największe zyski z wyborów. - Szacuje się, że cały sektor zarobi na nich do 10 milionów złotych - mówi nam Piotr Tarnowski, prezes firmy reklamy zewnętrznej AMS. Do jego spółki już zgłaszają się partie polityczne, z niektórymi zostały podpisane umowy, ale AMS nie ujawnia, na ile szacuje swoje przychody z kampanii wyborczej.
Na tym tle produkcja reklamowych spotów telewizyjnych wygląda niedrogo - najwyżej 25 tys. zł za każdy materiał łącznie z konsultacjami specjalistów ds. wizerunku medialnego. Ponieważ media publiczne mają obowiązek emitować pewną pulę spotów darmo, partie mogą tu przynajmniej oszczędzić na reklamie telewizyjnej.
Choć wybory są już we wrześniu, wiele partii jeszcze nie wie, ile pieniędzy przeznaczy na swoje kampanie, zaś większość decydentów wyjechała na wakacje. - Jestem na urlopie, nie potrafię powiedzieć i nie mogę sprawdzić. Zapewniam, że wystarczy nam pieniędzy - usłyszeliśmy od Joachima Brudzińskiego, posła PiS. Planów finansowych dotyczących kampanii w wyborach samorządowych nie ma (albo nie chce ujawniać) Samoobrona. Na razie wygląda na to, że rekordzistą będzie PSL. Jan Bury powiedział, że partia z własnych środków przeznaczy na wybory 10 mln zł, tyle samo planuje zebrać od kandydatów - czyli łącznie 20 mln zł. Znacznie skromniejszą kampanię planuje LPR. Piotr Ślusarczyk, poseł tej partii, twierdzi, że ze wspólnej kasy pójdą cztery mln zł, kolejne dwa mln zł dołożą kandydaci. Być może trochę więcej wyda SLD. Wojciech Olejniczak, szef partii, w rozmowie z "Rz" podał, że z budżetu Sojuszu wydanych zostanie pięć - sześć mln zł.
Gdyby PiS, PO i Samoobrona przeznaczyły na wybory tyle samo pieniędzy, ile PSL, łącznie na tegorocznej kampanii firmy zarobiłyby ok. 100 mln zł. Jednak partie ze wszystkich sił chcą ograniczyć koszty. - Normalnym zjawiskiem jest to, że proponują rozliczenie się np. z firmą doradczą dopiero po zakończeniu wyborów. Większe firmy na to nie idą, ale mało znane się godzą - mówi nam właściciel jednej z firm PR. Próby kampanii "na kredyt" stosują ponoć wszystkie partie. Ale niektórzy działacze idą jeszcze dalej w ratowaniu partyjnego budżetu. - Często proponuje się swoisty barter. W razie wygranej firma doradzająca przy kampanii miałaby otrzymać kontrakt na obsługę PR jakiejś firmy. Dla agencji taki klient oznaczałby dochód przez najbliższe kilka lat, a dla kandydatów w wyborach oszczędności dziesiątków tysięcy złotych - dodaje nasz rozmówca.
-
SERGIEJ GRECZUSZKIN, Aleksandra Majda